BodyBoom vs myjka Kessa-złuszczający pojedynek

BodyBoom vs myjka Kessa-złuszczający pojedynek

Peeling kawowy czy myjka kessa? Co chętniej wybiorę do peelingu?

Tym razem nie będzie o nowościach z gamy BodyBoom. Postanowiłam zestawić ten słynny peeling z myjką kessa. Czyli akcesoria vs kosmetyki do peelingu 🙂

Peeling BodyBoom pewnie znacie, jeśli nie ze słyszenia, to może część z Was już go stosowała. Jeśli nie, to krótkie przypomnienie – to polski peeling kawowy, który w swoim składzie zawiera kawę Robustę, sól i cukier, miks olejków oraz witaminę E. Możemy wybierać wśród kilku wersji zapachowych peelingu, w zależności od potrzeb ciała i upodobań zapachowych 😉 Duży peeling 200 g kosztuje od 59 zł (klasyczny, kawowy) do 65 zł. Możemy także kupić zestaw 7 sztuk mini peelingów BodyBoom za 79 zł( 7 x 30 g).  Niestety nie jestem w stanie określić, na ile użyć wystarcza takie 200 g opakowanie. Jest to indywidualna sprawa.

Co to jest kessa?

To tradycyjna marokańska rękawica, którą wykorzystuje się w rytuale hammam. Rękawica zrobiona jest ze specjalnej tkaniny (o różnej ziarnistości), dzięki czemu wykonujemy nią zabieg oczyszczania i złuszczania. Myjki różnią się od siebie rodzajem tkaniny i tym samym intensywnością złuszczania. Koszt takiej rękawicy to od ok. 16 zł (w sklepach z kosmetykami orientalnymi, naturalnymi). Myjka nie jest jednorazowa, ale do użytku indywidualnego. Raczej nie będzie polecana do skór wrażliwych i delikatnych. Pierwszy zakup kessy doradzałabym, aby był w sklepie stacjonarnym, gdzie będzie możliwość dotknięcia jej i sprawdzenia rodzaju tkaniny.

Używam kessy do zabiegów oczyszczania od dobrych 10 lat. Kiedy tylko ją kupiłam, praktycznie nie używam gotowych peelingów. Ale wszystko idzie do przodu, na rynku pojawia się mnóstwo ciekawostek, także tych kosmetycznych, więc czasem warto zamienić jeden kosmetyk na drugi, czy w tym przypadku jeden gadżet na kosmetyk. Co zatem lepiej się  u mnie sprawdziło?

Myjka kessa. Zdjęcie pochodzi ze strony helfy.pl , gdzie kupiłam swoją pierwszą myjkę. Moja nie nadaje się do fotografowania, bo jest mocno sfatygowana, ale działa!

Stosowanie – BodyBoom

BodyBoom należy nałożyć na mokrą skórę i wcierać okrężnymi ruchami. Następnie pozostawić na 5-10 minut, po czym spłukać.  Peelingowanie ciała z BodyBoom uważam za przyjemne,  bo kosmetyk bardzo ładnie i energetycznie pachnie (mam wersję mango).  Drobinki kawy i soli są na tyle duże, że fajnie masują, ale i na tyle małe, że nie drapią, nie ranią. Kawa ma działanie ujędrniające, więc peelingi kawowe polecane są do walki z cellulitem. Peeling BodyBoom zawiera w swoim składzie także olejki (arganowy, migdałowy i makadamia), więc na upartego po kąpieli/prysznicu z jego udziałem nie musimy nakładać balsamu.  Nie pozostawia tłustej warstwy. Możemy zastosować także na twarz. Kiedy to zrobiłam po raz pierwszy (czego się nie robi, by przetestować), przeraziłam się, że dostałam uczulenia 😀  A peeling kawowy, jak to peeling kawowy – barwi nie tylko skórę, ale łatwo się zmywa. Po zmyciu oczywiście nic mi nie było 😉 Producent zaleca stosować peeling 2-3 x w tygodniu.

BodyBoom peeling kawowy

Kessa w użyciu

Rękawicę Kessa (zwana też rękawica Hammam) najlepiej używać w połączeniu z czarnym mydłem (savon noir). Ale bez tego mydła też działa. Skórę należy zmiękczyć (wystarczy zanurzyć się w wannie na kilka minut), następnie wilgotną rękawicą masować w kierunku od stóp do góry.  Po zabiegu spłukać ciało. Kessa, jak to rękawiczka, ani nie będzie miała zapachu, ale nie będzie brudziła, nie będzie też miała w swoim składzie niczego, co mogłoby dodatkowo wpłynąć na wygląd i kondycję skóry. Stosowanie jest łatwe, bo polega tylko na masowaniu. Po czym widzimy, że zabieg działa? Po włóknach martwego naskórka.  Na początku przygody z kessa, byłam tak zachwycona gładkością skóry po, że następnym razem bardzo, aż za bardzo, przyłożyłam się do masażu. I niestety przytarłam skórę :/  A to akurat nie jest miłe uczucie, skóra była piekąca i podrażniona, dlatego lepiej uważać 😉 Po kąpieli/prysznicu konieczne jest zastosowanie nawilżającego balsamu czy olejku. Połączenie myjki i czarnego mydła daje nam dosyć mocno oczyszczający zabieg, dlatego najbezpieczniej wykonywać go 1x w tygodniu (maksymalnie 2x) . Kessę szczególnie polecam do sauny. Czy nadaje się do peelingu twarzy? Tak, używałam jej kilka razy, ale moja skóra jest dosyć gruba i mało wrażliwa. Po użyciu myjkę pierzemy w wodzie z dodatkiem np. mydła i suszymy.

And the winner is…

Jeśli chodzi o przyjemność stosowania, wygrywa peeling. Fajnie masować ciało czymś pachnącym, szczególnie jeśli ten zapach się lubi. Jeśli zaś chodzi o efekt końcowy, czy skuteczność oczyszczania i wygładzenie, to w tym przypadku niestety ani zapach kawy czy mango, nie pomogą. Peeling przegrał z myjką. Moja skóra jest nieporównywalnie gładsza po użyciu kessy, niż po użyciu BodyBoom.  Po zabiegu wręcz chłonie olejki czy balsamy do ciała i w efekcie jest nawet jedwabiście gładka. Kessa jest dla mnie jest niezastąpiona, jeśli trzeba przygotować ciało pod balsam brązujący. Po użyciu mam wrażenie takiej czystości i świeżości. Przy systematycznym stosowaniu skóra wygląda zdrowo i aż “lśni”. Oczywiście nie twierdzę, że peeling jest zły, bo nie jest. Po prostu w moim przypadku nie sprawdza się aż tak bardzo, jak myjka.

Są to moje wrażenia, którymi chciałam się z Wami podzielić. Oczywiście każda z Was będzie miała swoje preferencje, jeśli chodzi o peelingi. Może kessa będzie zbyt mocna, a może zbyt mocny będzie peeling kawowy.  Chciałabym się więc dowiedzieć troszkę, co sądzicie o tych metodach, a może macie swoje ulubione peelingi?

Może spodoba Ci się także

21 thoughts on “BodyBoom vs myjka Kessa-złuszczający pojedynek

Pozostaw komentarz

Twój adres mailowy nie zostanie ujawniony. Pola obowiązkowe zostały oznaczone *