Dieta bezmięsna, bezlaktozowa i bezglutenowa cz.2

Dieta bezmięsna, bezlaktozowa i bezglutenowa cz.2

Zapraszam Was na drugą część mojej żywieniowej przygody 😉

O tym, jak przestałam jeść mięso i jak dieta bezlaktozowa stała częścią mojego życia, mogliście przeczytać w w pierwszej części mojej historii . O ile od mięsa cały czas mnie odrzuca, tak od czasu do czasu(!!) zjadłam sobie serek wiejski z rzodkiewką, wspomagając się specjalnymi tabletkami.  Owszem, są sery bezlaktozowe, czasem je kupuję. Nie było też problemu z wszelkimi wyjazdami czy wyjściami. W hotelach  tego problemu nie ma, zawsze możemy zgłosić przy rezerwacji, że nie jemy mięsa, a w przypadku szwedzkiego bufetu wybieramy przecież sami. Można więc najeść się za wszystkie czasy. Do czasu 😉

Początki

W kwietniu 2016 wybrałyśmy się na wytęskniony wyjazd weekendowy. Plan tradycyjny – dobre jedzenie, sauny, dużo wypoczynku.  Plan jedno, rzeczywistość drugie. Jedzeniem nacieszyłam się krótko, tak, jak i saunami. Po pierwszej kolacji, rankiem obudziłam się napuchnięta. Kilka godzin po śniadaniu zaczął towarzyszyć mi okropny ból brzucha, który wyłączył mnie na całe popołudnie i wieczór. Czułam, że zawiniło mleko (niby niewinna jajecznica, okazała się być na mleku), ale i …gluten (już wcześniej zauważałam, że po chlebie boli mnie brzuch, itd). Nie życzę nikomu, aby wszedł do hotelowej restauracji i kręcił się wokoło szwedzkiego bufetu i na co nie spojrzał, to tego mu nie wolno jeść (wędliny, sery) , albo go odrzucało. Ale, że jeść trzeba, a wyboru nie miałam za dużego, niestety musiałam sięgnąć po kawałek chleba (białego pieczywa nie jadłam do dawna), wzięłam kilka jarzynek i sok.  Przyjechałam wycieńczona. I śmieje się, że chyba jestem jedyną osobą, która po wyjeździe do spa wraca w jeszcze gorszym stanie, niż tam pojechała. Niestety stan wyczerpania, okrutnego samopoczucia i bólu brzucha, utrzymywał się prawie miesiąc. Wizyta u lekarza nic nie dała. Tzn dała, skierowanie na SOR, a w nim wpisane, że z powodu … nietolerancji laktozy! To tak na wypadek, gdyby mnie znowu zaczęło boleć, a na odchodne usłyszałam od pana doktora – jak się pani dowie, co pani jest, to proszę przyjść  i powiedzieć. Nie przyszłam, zmieniłam przychodnię.

Uwierzcie, tak właśnie wyglądałam.

Dieta bezglutenowa

W tym samym czasie kupiłam sobie książkę dr Nigmy Talib. Złe samopoczucie i stres sprawiły, że czytałam i wiedziałam, że autorka pisze o rzeczach ważnych,  ale nie docierało to do mnie. To tak, jakbyś czytała kilka razy to samo i nie rozumiała NIC. Bałam się odstawić gluten, bo miałam podejście, że co ja będę w takim razie jadła? Jak to tak bez chleba, bez makaronów? Już z tylu rzeczy rezygnuje, to jeszcze będę musiała zrezygnować z drobnych przyjemności, jakimi są ciastka czy kawałek placka?

I początki akcji  „dieta bezglutenowa”, były bardzo trudne. Kiedy dopada mnie spory stres, tracę siły – do wszystkiego. Przestaję dbać o siebie – czyli nie ma mowy nie tylko o ćwiczeniach, ale i wymyślaniu sobie posiłków, itd. Wegetuję więc. Tym sposobem doprowadziłam do tego, że wrzesień i październik 2016 były koszmarkami. Brak witamin i mikroelementów sprawił, że pojawiły się okropne problemy zdrowotne – problemy sercem, mega obniżony nastrój, no i anemia. Wizyty u lekarzy, badania, leki (niestety) i powolutku, powolutku wychodziłam z tego. Nauczyłam się piec chleby, znalazłam makarony bezglutenowe (i to wcale nie w jakichś kosmicznych cenach), a nawet jest u mnie w mieście kawiarnia, która serwuje ciasta bezglutenowe. Nie wiem jeszcze, jak wygląda wyjazd 😉 najwyżej powieszą moje zdjęcie w recepcji z adnotacją – tych klientów nie obsługujemy 😉

Nie jest idealnie

Ogarniam, ale nadal nie jest idealnie. Czasem skuszę się na kawałeczek czekolady, ale później mam problemy z cerą. Ostatnia pizza (niestety zbyt dużego wyboru nie było, więc musiałam) skutecznie odebrała mi dobre samopoczucie na dwa dni. Ciesze się, że pojawia  się coraz więcej książek, przepisów, które sprawiają, że można jeść smacznie. Także coraz więcej sklepów ma w ofercie czy to produkty bezglutenowe (np. makarony), czy mąki (jaglana, ryżowa itp), zdrowe przekąski. Najgorzej chyba jest zapomnieć o tych wszystkich pysznościach z ulubionych cukierni, a i spotkania ze znajomymi też bywają ciężkie 😉

Czy zauważyłam poprawę?  Oczywiście! Brzuch mnie nie boli, nie mam rewolucji, a przede wszystkim okropnego  „przelewania się” w brzuchu. Czuje się lżej i lepiej. Jeśli tylko jem czysto, cera jest w porządku, jeśli nie, męczę się z nią i z 3 miesiące!

Taka to jest więc moja historia. Ostatnio usłyszałam od siostry – to co ty jesz? A no jem i chlebek własnego wypieku, są zdrowe słodycze, są pyszne budynie jaglane, które podane z owocami, są przepysznym słodkim śniadaniem. Nie jest łatwo, ale jeśli chcę żyć w dobrej formie, bez problemów, to muszę to zaakceptować. Mam nadzieję, że to ostatnia część mojej historii. Uwierzcie, że nie chcę kolejnych przygód, a szczególnie takich, do których jestem zmuszana 😉 W przeciwnym razie, zostanie mi tylko woda. I to niegazowana! 😉

 Dieta bezglutenowa - miseczka z owocami

Może spodoba Ci się także

8 thoughts on “Dieta bezmięsna, bezlaktozowa i bezglutenowa cz.2

Pozostaw komentarz

Twój adres mailowy nie zostanie ujawniony. Pola obowiązkowe zostały oznaczone *