Wierchomla Ski & SPA Resort – krótko o hotelu

Wierchomla Ski & SPA Resort – krótko o hotelu

Każdy z nas potrzebuje chwili oddechu i resetu. Czasem wystarczy tylko weekend, by porządnie odpocząć i nabrać energii do działania. Warunek jest jeden – odpowiednie miejsce.

I ja na taki reset się wybrałam. W końcu! Tym razem kierunek : Wierchomla Mała i hotel Wierchomla Ski & SPA Resort ***Wraz z Sylwią, postanowiłyśmy nie tylko odpocząć, ale i uczcić nasze  (wciąż) 18 urodziny, więc padła propozycja wyjazdu. Lubimy od czasu do czasu zrobić mały weekendowy wypad do spa. Tym razem jednak Sylwia znalazła opcję pobytu weekendowego wraz z gotowym programem, a wszystko to w ramach V Górskiego Maratonu Jogi, jaki miał się odbyć w Wierchomli. Plan wyglądał rewelacyjnie, co mnie najbardziej ucieszyło to to, że zaplanowano wegetariańskie posiłki, warsztaty z jogi twarzy, czy oddychania metodą dr Butejki. Do tego zajęcia jogi. Dla mnie był to pierwszy wyjazd do Wierchomli, jak i pierwsze wydarzenie jogowe, któremu niestety nie podołałam. Przyznaję się, nie brałam udziału w zajęciach, tak jak i nie wzięłam udziału w maratonie 108 powitań słońca. Po prostu nie czułam się na siłach, co nie znaczy jednak, że pobyt był nieudany!

Wierchomla

Mieszkam w Małopolsce, do szkoły chodziłam do Krynicy, więc teoretycznie tereny Beskidu Sądeckiego powinnam znać. Teoretycznie 😉 Nadarzyła się okazja wyjazdu w nieznane mi miejsce, więc grzechem byłoby nie skorzystać. Trasę Doliną Popradu uważam za jedną z najpiękniejszych – szczególnie jesienią. Widoki – niezapomniane, więc jeśli tylko będziecie się wybierać w rejony Piwnicznej, Muszyny czy nawet Krynicy, to polecam skręcić w Nowym Sączu na Stary Sącz i dalej już znaki poprowadzą. W przypadku Krynicy jest to nadrabianie drogi, ale widoki wynagrodzą wszystko! Wracamy jednak do Wierchomli, do której prowadzi malownicza droga, jednak sam hotel od głównej trasy (droga wojewódzka 971 ) znajduje się w odległości około 7 km. Najlepszą więc opcją będzie podróż własnym samochodem. jednak widziałam autokar, który przejeżdżał obok hotelu, więc może udałoby się zorganizować dogodne połączenie pociąg + dojazd pod hotel.

Sam hotel utrzymany w „górskiej” stylistyce,  idealnie wpasowuje się w krajobraz. Przepiękna okolica – cisza, spokój, las i płynąca obok Wierchomlanka. Pokoje, akurat nasza dwójka, typowa dla hotelu ***,  jasna, schludna, czysta. W pokoju, poza dwoma wygodnymi (!!) łóżkami, była też rozkładana sofa, którą spokojnie można wykorzystać jako dostawkę, w pokoju znajdziemy też telewizor. Łazienka niewielka, ale czyściutka. No i balkon. Uwielbiam hotelowe balkony, bo dla mnie to dodatkowe miejsce relaksu. Nasz wychodził na plac zabaw, jednak wieczorem było już spokojnie i cicho, można się było cudownie zrelaksować oddychając świeżym powietrzem, słuchając szumu pobliskiego potoczku i wypić urodzinowego drinka.

Widok z balkonu

Recepcja

Chciałabym w tym miejscu podziękować pani Dorocie, za przesympatyczną korespondencję mailową i pomoc przy rezerwacji. Żałuję, że nie udało mi się osobiście spotkać z panią Dorotą (być może minęłyśmy się gdzieś na korytarzu), bo wydarzeń było tyle, że musiałyśmy się z Sylwią nagłowić, co wybrać i o której, by jeszcze wygospodarować chwilkę na spa i wycieczkę na Wierchomlę. Mam jednak nadzieję, że nadrobię zaległości 🙂 Na miejscu obsługa sympatyczna i pomocna, nie było problemu z zapisywaniem się na wybrane zajęcia. W ramach pakietu dostałyśmy też prezenty. Lniana torba zawierała m.in. herbatę Newby Teas, wodę Id’eau, mydło wpłynie Yope, olejek Organique, magazyn Slowly Veggie, koszulkę z logo maratonu, ulotki. Śmiałam się, że jadę po pasztet sojowy, akurat ani mnie ani Sylwii pasztet z Primaviki się nie trafił 😉

Zanim znikniemy w pokojach, warto zatrzymać się na chwilkę i pooglądać ciekawą twórczość, jaką znajdziemy na ścianach hotelowej recepcji.

Hotelowa restauracja i jedzenie

Tysina – tak nazywa się restauracja w hotelu Wierchomla. Ta ciekawa nazwa pochodzi o pobliskiego potoku, a sama restauracja jest miejscem niezwykle przyjemnym. Ładny, nieprzesadzony wystrój utrzymany w neutralnych kolorach, zachęca do dłuższego pobytu. Z restauracji jest wyjście na taras, który dla mnie jest po prostu mistrzowski! Śniadanie smakuje x razy lepiej, a wieczorem zamienia się on w klimatyczne miejsce, którym miałam okazję zachwycać się z balkonu. Najbardziej utkwił mi w pamięci obraz tego właśnie tarasu w deszczu.

Restauracja oferuje duży wybór potraw, soków (hitem podczas pobytu była wyciskarka, do której ustawiała się kolejka!), herbat. Obsługa praktycznie błyskawicznie sprzątała i uzupełniała braki. Zastanawiałam się, czy opisywać wyżywienie, skoro kuchnia wegetariańska nie jest stałą opcją w hotelu. Ale uznałam, że może dzięki temu, że o tym napiszę, ktoś się skusi na taki wyjazd w przyszłym roku?

Nawet nie wiecie, jakie to szczęście, móc wejść do hotelowej restauracji i jeść praktycznie wszystko, na co się ma ochotę! A potraw było tyle, że serce (i żołądek) się radował 😉 Menu układała Katarzyna Gubała, redaktor naczelna magazynu Slowly Veggie, która także była gościem podczas tego weekendu i prowadziła warsztaty (o tym w kolejnej części). Dla mnie wyżywienie było przepyszne i gdybym tylko mogła, to przy śniadaniu spędziłabym pół dnia, tak samo, jak i przy obiadokolacji.  Były też niewielkie zgrzyty, które chyba można zrzucić na brak doświadczenia kuchni w potrawach wege. Jednym była to zupa miso – jako, że nigdy wcześniej jej nie jadłam, to przy nadarzającej się okazji, chciałam spróbować. Niestety, była niedobra, gorzka. Chciałam też spróbować tarty z brokułami i tutaj tarta była tak twarda, że nie było możliwości, aby ją przekroić, a każdy kęs to był stres- nie wiedziałam, czy to łamie się megatwarde ciasto, czy moje zęby 😉 Tak więc podczas drugiej obiadokolacji byłam zmuszona zostawić i zupę i tartę.

Za to tofutwarożek z rzodkiewką, wege wrapy czy burgery, tofucznica, śliwki, pasta z bobu – naprawdę przepyszne! Objadłam się niesamowicie. Na zdjęciu to tylko część mojego śniadania 😉

Strefa wellness

Jestem wielką fanką sauny parowej i jeśli tylko mam możliwość – korzystam. W hotelu Wierchomla mamy możliwość skorzystania ze strefy spa bezpłatnie, w ramach pakietów pobytowych. Oczywiście wszelkie zabiegi są płatne. Strefa Wellness to obejmuje sauny (suchą,  parową i IR), jacuzzi  oraz tzw słoneczną łączkę (czyli odpoczywamy na leżakach i się opalamy), a także basen. Co ważne, mogą z niej korzystać także dzieci i dla nich jest też przygotowana specjalna oferta spa.

W jednym pomieszczeniu znajdziemy jacuzzi, słoneczną łączkę, sauny i prysznice.  Wolę bardziej kameralne strefy spa, wręcz zamknięte i na godziny, gdzie nie trzeba czekać na prysznic czy wolny leżak. Tutaj ze względu na zorganizowany weekend i chyba pełne obłożenie hotelu, nie było takiej możliwości.  Korzystałam więc w miarę możliwości z sauny parowej i słonecznej łączki.  Sama strefa wellness jest dobrze zorganizowana, prysznice są blisko saun, na środku znajduje się jacuzzi, a słoneczna łączna w otoczeniu przyściennej fontanny i zieleni. Jest czysto i ładnie.

Troszkę na minus szatnia – która znajduje się w osobnym pomieszczeniu i jest malutka, szafki także, do tego koedukacyjna. Musimy się przebrać, wyjść na korytarz i wejść do strefy spa, czy na basen.  Hotel Wierchomla jest hotelem 3 ***,  więc ciężko wymagać szlafroków w pokojach, osobnego wejścia ( czy windy) do strefy spa. Dlatego ratuje nas dobra organizacja. Najlepiej przebrać się w strój kąpielowy w pokoju, nałożyć sukienkę/tunikę, zabrać ze sobą ręczniki, by komfortowo przejść do strefy wellness i jak najsprawniej się przebrać w niewielkiej szatni. Dobrze też mieć przy sobie choćby woreczek foliowy, czy coś niewielkiego, gdzie schowamy kluczyk do szafki i będziemy mogli powiesić na wieszaku wraz z ręcznikami w pobliżu saun czy na basaenie.

Coś na koniec

Duże hotele na pewno mają w sobie to coś. Przestronne restauracje, większe pokoje, lepsze ich wyposażenie. Jednak od jakiegoś czasu bardziej podobają mi się niezbyt duże obiekty (nawet i kameralne pensjonaty). Bo liczy się klimat, jaki tworzy obsługa, jak i samo miejsce.  Był to mój pierwszy pobyt w Wierchomla Ski & Spa Resort, ale wierzę, że nie ostatni. Sylwia mówiła, że w zimie sceneria jest wręcz bajkowa. Chciałabym się o tym przekonać, i to najlepiej przed  najazdem sympatyków sportów zimowych, bo szczególnie cenię sobie pobyty poza sezonem. Wtedy mogę nacieszyć się w spokoju urokami i samego obiektu, jak i okolicy.

Jestem pod wrażeniem samego obiektu, jak i okolicy i dla mnie jest on lepszy, bardziej ciepły i przyjazny, niż pewien hotel 4* w Krynicy,  w którym kiedyś miałam okazję być.

Nie sposób krótko opisać zalet hotelu, jego wszystkich atrakcji, jak i atrakcji okolicy. Stąd przybliżyłam go krótko i ze swojego punktu widzenia.  Harmonogram pobytu był tak napięty, a ja nie chciałam non stop siedzieć z nosem w telefonie, więc zdjęcia są jakie są i niezbyt dużo . Najlepiej jednak przekonać się samemu i poznać uroki Wierchomli, do czego zachęcam 🙂  (sprawdźcie też stronę:  www.wierchomla.com.pl/ )

A Wy byłyście już  w tym hotelu?

Co o nim sądzicie? A może któraś z Was była też na tym samym wyjeździe, co my i może gdzieś się spotkałyśmy podczas warsztatów?

Może spodoba Ci się także

2 thoughts on “Wierchomla Ski & SPA Resort – krótko o hotelu

Pozostaw komentarz

Twój adres mailowy nie zostanie ujawniony. Pola obowiązkowe zostały oznaczone *